Dość bliskie są mi wartości historyczne budynków, zarówno tych z barokowymi, pięknie rozrzeźbionymi wnętrzami, jak i tych chylących się już ku ziemi. Ostatnio otarłam się o temat XVIIw. zajazdu, ulokowanego przy głownej drodze wjazdowej do pewnego dolnośląskiego miasteczka o tradycjach średniowiecznych, który ma szansę przetrwać pod warunkiem, że ktoś zainwestuje w jego renowacje bagatelka 1-1,5 mln złotych. Są chętni?   Właśnie. Mogłyby ostrzyć sobie na niego zęby  duże korporacje, ale na dzwięk słowa "pod ochroną konserwatorską" słychac tylko: "Nie, dziękuję". Zabytek skutecznie odstrasza zainteresowanych. Dlacezgo?

Właśnie do tego zmierzam – kupując grunt za milion pod jakąś niewielką, prywatną inwestycję nie ma szans by zainwestować kolejny milion w renowację historycznej zabudowy. Natomiast jeśli milion chce wydać bogaty inwestor, warto go przycisnąć by wydał trochę wiecej. Ale nie może to być 100% wartości gruntu..
Chciałam zaapelować do konserwatora, który stoi na straży przepisów o rewitalizacji zabytkowej tkanki, by bardziej był wyczulony na potencjalnych inwestorów. Lepiej czekać na wyimaginowanego buisnessmana jeszcze 40 lat i pozwolić budynkom odejść w zapomnienie? Czy może iść na ustępstwa i pozwolić na częściowe wyburzenia, w zamian za zachowanie co bardziej wartościowych elementów? Konserwator stoi na stanowisku, że nie warto. Wszystko albo nic. Częsciej niestety kończy się smutno. Natomiast ja chyba wybiorę to drugie. Adaptacja powierzchni zabytkowej na współczesne potrzeby to jedyna szansa zachowania zabudowy – przykładem mogą być piękne wnętrza Browaru w Poznaniu, Manufaktury w Łodzi, pałaców na Dolnym Śląsku – Kliczków, Borowa, etc. Akurat w przypadku przytoczonych przykładów adaptacje odbyły się z korzyścia dla nieruchomości i znów zyją. Jestem skłonna powiedzieć, że nawet kosztem utraty ogólnego charakteru całego założenia, częsciowych wyburzeń folwarków warto ratować nawet 25%. To wielka dla renesansowego założenia szkoda, ale większa będzie wówcza, gdy zawali się wszystko. A jak sami spojrzycie - wiele już do upadku nie brakuje... Teraz tylko pytanie na ile ustąpi konserwator, a na ile zainwestować zgodzi się bogaty wujek z teczką... Jakie są Wasze opinie?